Ścierając kurze z blatu myślałam co założyć na jutro. Spodnie ? Spódniczkę ? Już wiem, sukienka !!!
- Córciu podasz mi to pudło z kąta ? - zapytał tata.
- Tak już daję - odpowiedziałam i ruszyłam po karton. Gdy go podniosłam okazał się ciężki, i to bardzo. Jakby ktoś włożył do niego cegły zamiast starych gratów. Moi rodzice prowadzą sklep z antykami a ja im pomagam w wolnym czasie. A ostatnio mam go dość dużo z powodu wakacji. Niestety po weekendzie rozpoczynam naukę w pierwszej klasie liceum WoodHigh.
Podeszłam do drabiny i podałam tacie pudło. Wziął je ode mnie i wsadził sobie pod rękę jakby było wypełnione pierzem.
Spojrzałam na swoją chudą rękę w miejscu gdzie zazwyczaj powinien być biceps i pomyślałam:
Hmm, chyba przyda mi się jakiś trening.
Patrząc jak tata układa towar na półce zapytałam;
- Pomóc ci w czymś jeszcze ?
- Nie nie, możesz iść słowiku. Jest już dość późno a ja i tak już kończę.
-Ok, dobranoc ! -krzyknęłam i wybiegłam szczęśliwa że skończyłam swoją pracę na dziś. Weszłam na zaplecze gdzie znajdowały się schody na górę, po czym zaczęłam się na nich wspinać. Mieszkam nad sklepem jak to zazwyczaj jest w Brentwood. Większość właścicieli mieszka nad swoimi własnościami, z różnych powodów. Albo komuś nie chce się ruszyć tyłka żeby dojechać do pracy parę kilometrów. Lub dla bezpieczeństwa. Mój przypadek jest zupełnie inny. Moi rodzice przyjechali tutaj gdy mama była jeszcze w ciąży. Tak jej się spodobało, że postanowiła zostać dłużej. I parę miesięcy później na świecie pojawiłam się ja. Rodzice stwierdzili ze nie będą małego dziecka wozić samolotem, dlatego stwierdzili że zostaną tutaj jeszcze kilka lat, a gdy dorosnę przylecą do Polski. Co się jednak nie stało. Zapewne przez sklep. Założyli go, ponieważ nie mieli pieniędzy na utrzymanie dziecka. A potem chyba nie chcieli go opuszczać bo za bardzo się przywiązali. Umiem oczywiście mówić w ojczystym języku od małego. W Polsce mieszka moja babcia z którą utrzymuję stały kontakt.
Gdy weszłam już na górę cicho podeszłam do drzwi, sypialni rodziców by sprawdzić jak czuje się mama. Ostatnio skarży się na ból głowy i brzucha. Często też wymiotuje i słabnie. Twierdzi że to tylko zwykła grypa dlatego też nie chce iść do lekarza. Zażywa jakieś leki, i twierdzi że jest jej po nich lepiej. Co absolutnie jest nie prawdą. Ponieważ widać to gołym okiem. Uchyliłam lekko drzwi i zobaczyłam mamę owiniętą kocem po samą szyję i zwiniętą w kłębek na łóżku. Wszystko ok. Gdy upewniłam się że z mamą jest w porządku, zamknęłam drzwi i weszłam do swojego pokoju. Kocham to miejsce. Jest odzwierciedleniem mojej duszy, i taką świątynią spokoju w której zawsze mogę odpocząć i się wyciszyć.
Wzięłam ręcznik z szafy a następnie weszłam do łazienki. Po ściągnięciu ubrań wskoczyłam pod gorący prysznic. W sumie to nie mam jeszcze planów na jutro, a w końcu już za parę dni zaczyna się szkoła. Może jakaś pożegnalna imprezka ?
Po ciepłej kąpieli owinięta ręcznikiem wyszłam z łazienki. Założyłam na siebie moją różową piżamę od Viktori Secret i wskoczyłam do łóżka. Gdy miałam już gasić światło przypomniałam sobie o sukience którą miałam założyć jutro. Zaspana zerknęłam na dużą, białą szafę w której znajdowały się moje ubrania. Jest tak bardzo daleko od łóżka a strasznie nie chce mi się do niej iść. Nie mogę tego odłożyć na jutro bo znając moją głowę to o tym zapomnę. Przyjrzałam się intensywnie szafie, a gdy miałam już do niej podejść, jedne z jej drzwi otworzyły się na oścież......
Wystraszona i zdziwiona zarazem, zastygłam w bezruchu. Rozejrzałam się powoli po pokoju i stwierdziłam że jestem w nim zupełnie sama. Więc jak niby one się do jasne ciasnej otworzyły ?! Przecież same z siebie tego nie zrobiły !! O co tu chodzi?
Po dłużej chwili stwierdziłam że to pewnie wiatr. Powoli wstałam z łóżka i ruszyłam do szafy. Jeszcze raz sprawdziłam czy nikogo nie ma i obeszłam szafę dookoła. Nic. To na sto procent musiał być wiatr. Wypuściłam powietrze z płuc i ze zdziwieniem stwierdziłam że przez ten cały czas je wstrzymywałam. Spokojniejsza podeszłam jeszcze bliżej mebla i wyciągnęłam białą letnią sukienkę w małe, drobne różowe kwiatki. Powiesiłam ją na klamce od drzwi szafy po czym je zamknęłam. Czując że powoli wraca spokój i opanowanie podeszłam do łózka i ostatni raz spojrzałam na pokój. Następnie zgasiłam światło.
♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥
Jak wam się podoba kolejny rozdział i Nancy ??
Piszcie w komentarzach a ja się już z wami żegnam :)
Ola ♥♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz